Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słodycz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słodycz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 sierpnia 2016

SeKai - Gra komputerowa


Witam słonka
Więc mam SeKai dla Taeyeon
Starałam się go napisać szybko i mam nadzieję, że mnie nie zabijesz za niego, bo to, co wyszło...W końcu miałam w połowię wolną rękę, a ty wiesz, dobrze co było z scenariuszem, który był z Sehunem xd 
Jednak mam nadzieję, że Tobie i Wam się spodoba :) 
Postaram się napisać jeszcze twojego Taehyunga, "Dzień w dormie chłopaków z BTS" i "Masz wiadomość - Vkook", więc jeśli lubicie czytać, któreś z tych opowiadań, wyczekujcie :D
Zachęcam również do oddawania głosów w ankiecie, która znajduje się w po prawej stronie na górze ^^
Osoba dominując: Kai
Uwagi: Zawiera mój dziwny humor, więc jeśli go nie trawisz, to nie czytaj :) Może pojawić się kilka przekleństw. +18, ale pod koniec. 
Miłego czytania <3



Więc mam na imię Oh Sehun. To "Oh" to nie bez powodu, moi kochani. Kiedy przechodzę ulicą, albo korytarzem, lub po prostu idę do sklepu spożywczego, za każdym razem słyszę "Oh", które wychodzi z kobiecych, jak i męskich ust. Wiecie jak je się wtedy zajebiście czuję? Co prawda w większości to "Oh" jest wydawane, ponieważ ktoś wyleje kawę, albo coś upuści. Ale ja to sobie tłumaczę tak: Sehun to przez to, że jesteś taki zaczepisty.
No, bo tak jest, co nie? Nie, no musi tak być! Jak ja tak mówię, to tak jest i kropka, do widzenia.
Ej! Nie odchodź! Z tym do widzenia to był żart. Zostań i czytaj do końca, okay? No...dobra idę dalej.
Więc obecnie jestem wlepiony w ekran telewizora. Tak. Kocham to. Bardzo. Nawet nie wiecie, jak bardzo. Obecnie jest reklama proszku do prania, ale mam to w dupie, za przeproszeniem...O KUŹWA. Fifa...O ja pierdole...Mamo ja nie klnę, to ci się przesłyszało!
Nie no, ja muszę mieć tę grę! Nie ma bata! Mała, będziesz moja!
W pośpiechu wyłączyłem sprzęt i narzuciłem na siebie bluzę, jako, że była jesień. Chwyciłem jeszcze telefon i portfel z pieniędzmi i niczym torpeda zbiegłem po schodach, wprost do ganeczku, w którym ubierałem moje białe adidasy.
- Gdzie ty tak gnasz? - zapytał mój tata, który wziął się z dupy w tym pomieszczeniu. Czy ja mam ojca magika? Niebezpiecznie...
- Wychodzę do sklepu - wymamrotałem, ponieważ po woli zaczynałem się wkurzać na sznurówkę, która nie chciała się zawiązać. To ja się staram, a ona takie jaja odwala...Nie wdzięczy kawałek sznurka!
- Ooo to dobrze się składa - uśmiechnął się...jestem w dupie, oj jestem w dupie.
Mężczyzna na chwilę z niknął za rogiem, ale po chwili pojawił się z powrotem...niestety... - Mama kazał i mi iść do spożywczego i kupić na jutro kilo ogórków, a, że ty idziesz, to ty je kupisz. Masz tu pieniążki - podał mi kilka wonów. Ciekawe jakie to uczucie tak wyręczać się innymi...Czuję się wykorzystany i to bardzo mocno. Jeszcze nakabluje mamie.
- Cześć - pożegnałem się od niechcęnia i wyszedłem z domu.

Na zewnątrz było dość chłodno i to musiałem przyznać. Opatuliłem się moją bluzą jeszcze bardziej, ponieważ wiatr spotęgował na sile. Roztrzepał on moje włosy, które układam zazwyczaj kilka godzin  i jak się tu nie wkurwiać? Zdecydowałem, że do spożywczaka wstąpię jak będę wracać, a teraz pójdę po moją miłość. Ej! Czy jeśli kocham grac w Tomb Raidera, a teraz kocham FIFE, to czy ja zdradzam Larę Croft? Nic jej nie mówcie!
 Na szczęście wiatr trochę się uspokoił, bo już mi tak nie pizgał po twarzy, dzięki czemu nie wchodziłem w jakąś staruszkę co minute ( nie wchodziłeś powiadasz *lenny). Na horyzoncie zobaczyłem mój drugi dom.  Czyli sklep z grami! Ja chcę już do tego domu~
Pchnąłem lekko szklane drzwi, które natychmiast ustąpiły. Gdy wszedłem w głąb sklepu, pomyślałem, że to jakiś zamach, albo coś takiego, ale nie. Wszyscy biegali po jedna grę, o nazwie Fifa...Chwila! Oni zabierają moją kochankę! O nie, nie, nie!
Truchtem podbiegłem od jednej z półek, na której była ostatnia sztuka. Już ją prawie miałem w ręce, ale ktoś był szybszy i to dużo. Zniknęła z moich oczu, tak po prostu. Czuję się jakbym przegrał wojnę. Chyba idę kupić te ogórki. Tak idę, do widzenia...Nie, nie wychodź! Czytaj dalej, okay!? No, ja myślę, że zostałeś/aś. Siedź na dupie i czytaj dalej, dobra (Oho...Sehun się wkurwił xd)
Wyszedłem z mojego już byłego drugiego domu cały podenerwowany. Miałem kupić sobie wymarzoną grę, a tu chuj bobki strzelił.
Nie, kuźwa nie, tylko nie ten wiatr! Jak mi to pizga po mordzie...Ja pierdole. Dobra dotrę jakoś do tego spożywczego. Znów zobaczę Panią Helenkę, znów będę musiał znieść tarmoszenie moich policzków, ale dam radę! W końcu jestem Oh Sehun.
Ooo proszę, już jakiś pięciolatek mówi "Oh" i w ogóle nie wylał na siebie soku pomarańczowego, w ogóle...

- Dzień dobry - przywitałem się z starszą panią, która stała zza ladą sklepową i czytała jakąś gazetę...czekaj...czy to playboy?!
Boże, chyba wychodzę, bo tym razem na policzkach, może się nie zatrzymać.
- Witaj Sehunie! - oho zaczyna się - Co ci podać? - zapytała, chowając bardzo kolorowy magazyn.
Za jakie grzechy, ja tu muszę być? Już wiem, dlaczego tata się mną wysługuję. To chyba jeden z plusów posiadania dzieci. Ale i tak czekam do trzydziechy z bachorami.
- Kilo ogórków, poproszę - uśmiechnąłem się sztucznie. Boże, może lepiej nie będę tych warzyw brał, bo Bóg wie, co ona robiła tymi ogórkami...ja tego nie jem.
- Już daję - odwróciła się do mnie plecami i pakowała potrzebne mi produkty. Wywróciłem teatralnie oczami. Moment, mi się wydaje, czy ona shakuje dupą...Ojcze już nigdy nie pójdę za ciebie do
sklepu~
To, co się zobaczyło, tego już się nie odwidzi.
Zacząłem się rozglądać po sklepie i przypadkiem zajrzałem za ladę i pożałowałem tego, bardzo mocno. Wiecie, co zobaczyłem?
A, no nie wiecie, dlatego ja wam powiem. Na malutkiej półeczce stał wibrator...kuźwa dobrze przeczytaliście. Ja już nie wiem, czy jestem w sklepie spożywczym, czy sex shopie. Ja już nie odróżniam. Ale w sumie jak ma ten wibrator to ogórki jej chyba nie potrzebne, co nie? Może zjem jednego...
Reszta zakupu przebiegła spokojnie i teraz wracałem już do mojego rodzinnego domu. W sumie przez tą sytuację, w sklepie prawie zapomniałem o mojej Fifie.
Odłożyłem warzywa na blat kuchenny i nalałem do szklanki wodę. Miałem robić sobie herbatę, ale jednak zmieniłem zdanie w ostatniej chwili.
 Ahhh jaki ja nie przebiegły!  Po prostu bez kija nie podchodź!
- I jak było z Helenką? - zapytał mój ojciec, który znów wziął się z dupy, obok mnie. Jak on to robi? Zaczynam się bać...
Mężczyzna nalał sobie również napoju do kubka i przysiadł obok mnie.
- Jeszcze nigdy nie miałem tak krytycznej sytuacji - schowałem twarz w dłoniach, tak, żeby wyglądało to jeszcze bardziej przerażająco. A, co, niech wie, gdzie mnie wysłał!
- Co odpieprzyła? - spojrzał na mnie i odłożył szklankę.
- Daj spokój... - machnąłem ręką - Już na początku dupą zaczęła machać, a potem tylko gorzej. Nie wiedziałem, gdzie jestem, co to za miejsce. Staruszka lubi się pobawić - zaśmiałem się i spojrzałem na tatę, który siedział w cale niewzruszony, moją opowieścią. - No, co?
- To synu było nic, w porównaniu do mojej ostatniej wizyty tam. - Czyli ta Pani jest jeszcze gorsza? Boże, gdzie ja żyję - Kiedy tam byłem, jej morda była tak wymalowana, że ja pieprze ten świat. Już miałem się pytać, gdzie pani Helenka, ale w ostatniej chwili się skapnąłem, że to ona. A ją przecież idzie na kilometr rozpoznać. W dodatku miała tak krótką spódniczkę i te jej majty...Ja już tam zakupów nie robię - machnął ręką. Nie to teraz to ja mu współczuję. Zobaczyć na własne oczy majtki Helenki to horror. Nawet najgorszą rzecz do tego nie można porównać. Zastanawiam się, czy jakby w dalszym ciągu można torturować ludzi, to pokazywali by takiemu obywatelowi majtki tej baby? Ja już nigdy nie ukradnę lizaka, nigdy!

Po wymianie kilu zdań na temat kontrowersyjnej staruszki ( jak to kuźwa brzmi xd), poszedłem na górę. Wszedłem do swojego pokoju, od razu zamykając go na klucz, bo nikt nigdy do mnie nie puka, tylko wjeżdża z buta.
Wiecie jakie to jest irytujące?
Za bardzo nie wiedziałem, co ze sobą zrobić, więc włączyłem laptopa, którego przeniosłem na swoje kolana. Wpisałem hasło i po chwili już serfowałem po forach internetowych. Przejrzałem nowe zaproszenia do znajomych na fb i, nie które zaakceptowałem.
- Może ktoś będzie sprzedawał tą grę? - wpadłem na pomysł.
Czym prędzej zacząłem swoje poszukiwania. Fakt było ich kila, ale kosmicznie drogich.
- Chyba sobie odpuszczę, przecież nie wydam tyle kasy. To dwa razy większa cena, niż ta oryginalna. Znalazłem jeszcze inne ogłoszenie, duuuużo tańsze. Wszedłem w ofertę i przeczytałem opis. Już wiem, czemu tak tanio. Jakiś facet chce się umówić na kawę...Taa tylko na kawę. Pewnie jest to jakiś pedofil i będzie chciał wykorzystać niewinne dzieci, takie jak ja. Dobra wiem, że mam dziewiętnaście lat, ale ja się czuję na pięć, okay?
Ale kuźwa. Mieć taką grę, za tak niską cenę. Może on faktycznie chce iść tylko na kawę? Może do niego napiszę? No to dobry pomysł...chyba.
Wziąłem jego dane i po chwili stukałem na klawiaturze wiadomość.

Sehun: Dzień dobry. Jestem zainteresowany ogłoszeniem odnośnie gry. 

Kai: To miło, że ktoś się zainteresował :) Więc, może najpierw się poznajmy, co ty na to? 

Sehun: Dobrze 

Co ja ze swoim życiem robię?

Kai: Więc nazywam się Kim Jongin i mam dwadzieścia dwa lata

Sehun: Ja nazywam się Oh Sehun, mam dziewiętnaście lat.

Kai: To, kiedy chcesz się spotkać?

Ja dobrze przeczytałem? Czekajcie. T O,  K I E D Y  C H C E S Z  S I Ę  S P O T K A Ć? Nie no dobrze przeczytałem. On serio myśli, że po prostu wyjdę z domu i z nim gdzieś pójdę? Oj facet mylisz się~

Sehun: Ale przecież, my się nawet jeszcze nie poznaliśmy...

Kai: Znam twoje imię, wiek, ty wiesz o mnie to samo, więc, co więcej ci potrzeba?

Sehun: Daj mi kilka dni na podjęcie decyzji, okay?

Kai: Dobrze :)

Sehun dziś się namęczyłeś, musisz iść spać. Gdzie to tyle biegać i myśleć. Fife mi zabrali, jakiś gość mi ją sprzeda, ale chyba na kawie się nie zakończy. A i pani Helenka...tego to ja nie zapomnę. Będę miał koszmary, oj będę miał.


Następnego dnia obudziło mnie pukanie za oknem. Otworzyłem oczy i patrzyłem w sufit, wyczekując ciszy. Jednak ona nie nastąpiła, dlatego lekko zirytowany wstałem i podszedłem do źródła problemu. Odsłoniłem roletę i ujrzałem nikogo innego jak Jimina. Co ta wiewióra robi o tej godzinie pod moim oknem? Mój dom to nie drzewo.
- Czego? - zapytałem otwierając okno, na co tamten wpełzł do środka.
- Ale miłe powitanie - pokręcił głową - Chowam się
- Przed czym, albo przed kim? Czyżby Helenka cię goniła z kajdankami z różowym futerkiem w stroju policjantki i krzyczała "Jiminku nie uciekaj, bo spotka cię kara~" - poruszyłem brwiami, patrząc na twarz przyjaciela.
- Ja nie wiem, co ty z nią za przeżycia miałeś... - złapał się za serce - No, ale to ona mnie goniła, tylko bez tych dodatków. Paragonu nie wziąłem.
- Czyli ona biegła za tobą taki kawał drogi, po to, żeby dać ci paragon? - podniosłem brwi ze zdziwienia, a Park tylko pokiwał twierdząco głową. - Ojj chyba ktoś ma adoratorkę~  - zaśmiałem się i przysiadłem na łóżku.
- Nie śmiej się to nie śmieszne. Ona ma sześćdziesiąt lat, a ja dziewiętnaście - dołączył do mnie.
- Jimin~ - usłyszałem znajomy głos i spojrzałem na przyjaciela, który miał błagalne spojrzenie, żeby go nie wydać - Spoko jakoś ją przepędzę.
Podszedłem do okna i nie, nie, nie, nie, dlaczego życie jest takie porąbane? Ja z tym strojem policjantki żartowałem. Boje się tam, wyjść jeszcze mnie skuje i będę zakładnikiem. Potem Jimin będzie musiał mnie ratować...a nie on zadzwoni po Jungkooka i on ocali mi i jemu dupę. Przecież ta pomarańcza nic zrobić nie umie.
- Słucham panią - wypowiedzenie tych dwóch słów kosztowało mnie bardzo duży wysiłek.
- Niech Jimiś podejdzie
- Ale go tu nie ma - pokiwałem głową.
- Nie ma? Ohh...no dobrze, ale jak go zobaczysz to przekaż mu, żeby do mnie przyszedł, dobrze Sehunku? - Sehunku? Ja pierdole.
- Oczywiście - pożegnałem się z kobietą, a ta odchodziła potrząsając swoim tyłkiem. Nie po prostu nie wierze, w tą kobietę. Ona ma jakiś kryzys?
- Dziękuję! - Park rzucił się na mnie i dusił mnie wręcz. Dobrze, że zamknąłem okno, bo byśmy jeszcze wylecieli i Helenka by się wróciła - Nie wiem jak ci się odpłacę.
- Daj mi spać.

Jimin już dawno poszedł, a ja zrobiłem coś, z czym moje ręce nie miały czynienia od kilka tygodni. Wziąłem się za sprzątanie. Tak moi drodzy. Oh Sehun i jego "oh" ręce sprzątały. Ja sam nie wiem jak do tego doszło, ale jakoś doszło. Ścierałem kurzę, kiedy dobiegł mnie krzyk mamy, oznajmujący, że mam zejść na obiad. A wiecie, co jest najgorsze? Że była ogórkowa z ogórków Helenki. A pamiętacie, co ja pomyślałem w tym sklepie? No, no, że Helenka i ogórek małe figo fago. Nie ja tego nie zapomnę.
Zszedłem na dół i przez moją głowę przebiegła pewna myśl, żeby wziąć tą zupę na górę i wylać przez okno. Najwyżej potem bym poszedł do Jimina i coś u niego zjadł. A raczej u jego mamy. Jednak zdecydowałem się zasiąść do stołu.
- Smacznego - powiedziała radośnie moja mama, a ja i tata posłaliśmy sobie współczące spojrzenie. Ta kobieta myśli, że umie gotować. Ah to życie w niepewności i niewiedzy jest cudowne.

O dziwo posiłek nie był w cale taki zły, więc jakoś go zjadłem. Ale myśl o figo fago ogórków i Helenki, mnie przerażała cały czas. Ponownie nie wiedziałem, co ze sobą począć, więc położyłem się na łóżku. Poczułem wibracje telefonu , więc  go wyjąłem, a moim oczom ukazała się wiadomość od Kaia. Momentalnie przeszły mnie dreszcze.

Kai: Więc, zastanowiłeś się? Muszę mieć odpowiedź, ponieważ dostaje dużo propozycji i, którąś muszę wykorzystać. 

Sehun: Dziś o osiemnastej pod fontanną.

Kai: Cudownie 

Co ja zrobiłem? 


Przeczesałem swoje włos, przeglądając się w lustrze. W końcu idę spotkać się z jakimś facetem, a nie panią Helenką (sorry musiałam xd). Wziąłem jeszcze telefon z biurka i wyszedłem z domu.

Droga jak na złość mi się nie dłużyła. Musiałem przyznać, że się stresowałem. W końcu idę na spotkanie z kimś, kogo nie mam nawet zdjęcia i nie mam o nim pojęcia. No dobra znam imię i wiek, oraz płeć, ale poza tym nic. Może nie będzie to jakiś pedofil?
Nadzieja matką głupich, jakoś to tak mówili, chyba, nie?

Na szczęście wiatr nie wiał tak mocno jak poprzedniego dnia, a muskał delikatnie moje włosy. Temperatura była idealna. Nie za ciepło, nie za zimno. Pogoda sprzyjała jakiemuś spacerowi. No w sumie to miałem spacer, tylko taki bardzo stresujący. A właściwie to jak ja mam go spotkać, ja nie wiem jak wygląda i on też nie ma pojęcia jak ja. Eh...
Poczułem wibracje komórki na, co się lekko wzdrygnąłem, ale w końcu jestem Oh Sehun i nie mogę srać w gacie, nie?

Kai: Jak wyglądasz? 

Sehun:

Kai: Okay.

A on mi nie wyśle swojego?! Co za cham...

Nareszcie, bądź ten nie nareszcie dotarłem na umówione miejsce. Czyli muszę tu siedzieć i czekać na łaskę tego faceta, aż mnie znajdzie? Do dupy.
Miałem zamiar jeszcze trochę się poużalać w myślach, ale poczułem czyjąś rękę na swoim ramieniu i tylko mogłem się domyślać kto to. Po woli zacząłem się odwracać i ujrzałem Ka...Helenkę? Helenkę! O ja pierdole. Co ona tu robi? Nie wszystko zepsuje!
- Widziałeś Jimisia? - zapytała z uśmiechem, który zapamiętam do końca życia. Będzie mi się on po nocach śnił.
- Nie widziałem - odpowiedziałem trochę oschle, ale może dzięki temu sobie pójdzie?
- Uhh...No dobrze. Miłej zabawy - Gdy odchodziła jeszcze mi pomachała. Ale czekaj "Miłej zabawy"? Aaa...zapomniałem, że jest tu impreza.
- Cześć - usłyszałem za swoimi plecami, nie znajomy mi głos, ale co z tego skoro był on taki piękny? Jedne z ładniejszych jaki słyszałem.
Odwróciłem się do osoby, która posiada już jeden z atutów. Dobra ma już drugi atut, ponieważ jego wygląda...Sehun to nie ty masz mówić "Oh", a inni!
- H-hej - dałem sobie w myślach z liścia, ponieważ moja pierwsza wypowiedź, zaczyna się z jękiem. Takie rzeczy to tylko ja umiem.
- Widziałeś, że jest tu jakiś melanż? - poniósł pytająco brew.
- N-nie - Sehun! - Nie widziałem - Grzeczny chłopczyk.
- No skoro już tu jesteśmy to może się czegoś napijemy?
- Pewnie - uśmiechnąłem się szeroko.

W sumie teraz to ja już nie wiem, czego się obawiałem. Jongin okazał się miłą i towarzyska osobą. Przy nim cały mój stres minął. Bawiliśmy się razem bardzo dobrze. Szczerze? Nie chciałem, żeby ta noc się kończyła. 
Właśnie grałem w jedną z gier, chcąc wygrać pluszowego misia. Poczułem czyjąś rękę na swoim tyłku. Odwróciłem głowę, chcąc zobaczyć kto to taki. Kai. Aha. 
- Może przeniesiemy się do mnie, co? - szepnął do mojego ucha zachrypniętym i pociągającym głosem. Procenty zaczęły działać w mojej krwi, więc nie wiedziałem, co robię. Poczułem jak chłopak,  gdzieś mnie ciągnie. - W sumie nie chce mi się iść do domu, zrobimy to tu. 
- A-al - nie dane mi było dokończyć, ponieważ chłopak popchnął mnie do kibla i przyparł do ściany - C- co ty r-rob - teraz też nie pozwolił mi mówić. Jego wargi zaczęły agresywnie ocierały się o moje własne. 
Poczułem jak ciepło zaczęło się kumulować w dolnej partii mojego ciała. Jęknąłem w jego usta,  kiedy docisnął swoje kolano do mojego krocza. Zaczął nim poruszać, przez co z moich ust wychodziło więcej odgłosów, które Kim próbował uciszyć pocałunkami. Wplątałem swoje palce w jego włosy i lekko za nie pociągałem, za to chłopak teraz obdarowywał moją szyję muśnięciami. 
- Chcesz tego? - sapnął, nie odrywając się od mojej skóry - Zawsze możemy przestać.
- Nie przestawaj - odpowiedziałem szybko. No ej stary sorry, ja się tu podnieciłem, już mam problem w gaciach, a ty się pytasz, czy masz przestać pfff.
- Jak chcesz - wzruszył lekko ramionami. 
Czułem jak dociska mnie jeszcze mocniej do ściany za mną, ale nie protestowałem. Podobało mi się to. Kai dawał mi tyle przyjemności, więc chciałem się odwdzięczyć, żeby nie wyjść na egoistę. Odepchnąłem go lekko od siebie, co nie było łatwe, ponieważ chłopak swoją siłę miał. Lekko zdezorientowany patrzył na mnie. Za to ja posłałem mu cwany uśmiech i schyliłem się na wysokość jego spodni. Złapałem za pasek i szybko go odpiąłem, tak, że po chwili starszy stał w samych bokserkach. Zobaczyłem jeszcze jak ściąga swoją koszulkę, dzięki czemu mogłem podziwiać jego wyrzeźbiony abs. Chwyciłem jego nabrzmiałe kroczę i lekko masowałem, przez moje ruchy Kai odchylił głowę do tyłu. Nie chcąc go bardziej męczyć zdjąłem jego bokserki i złapałem za stojącego członka. Zacząłem od powolnych ruchów, ale po chwili stały się one szybsze. Kim wydawał z siebie kila sapnięć, jęknięć i ogólnie dźwięków zadowolenia, które mi mówiły, że robię wszystko dobrze. Niespodziewanie chłopak odepchnął mnie od mnie. 
- Wstawaj - powiedział głosem, nieznoszącym sprzeciwu. 
Wykonałem jego polecenia, a po chwili byłem odwrócony tyłem do chłopaka, a moje ręce podpierały się umywalki. Moje spodnie wraz z bielizną zniknęły w zastraszającym tempie. Poczułem jak jego ręce masują moje pośladki. Chcąc nie chcąc wydałem z siebie cichy jęk. Przymknąłem powieki, ponieważ teraz czułem się cudownie, a co będzie za chwilę? Uhuu!
- Ssij - usłyszałem głos przy swoim uchu, które zostało polizane i ugryzione, przez co podnieciłem się jeszcze bardziej. Otworzyłem powieki, a Kai podstawiał mi dwa palce. Posłusznie wziąłem je do buzi i zassałem się najlepiej jak umiałem. Starszy nie przestawał masować mojego tyłka. 
- Starczy - wyjął z mojej buzi palce. 
Poczułem jak jeździ nimi w okolicach mojego odbytu. Momentalnie się spiąłem. A, co jak będzie boleć? A, co jeśli nie dam rady? A, co jeśli go zawiodę? 
- Rozluźnij się - znów szept przy moim uchu. Jak jego głos na mnie działa. Ponownie przymknąłem powieki. Poczułem w sobie jeden palec. Sapnąłem ciężko. Po chwil zaczął się poruszać i obdarowywać mój kark pocałunkami, w celu rozluźnienia mnie. Drugi palec. Cichy jęk. Mocniejsze ruchy nadgarstkiem. Cudowne uczucie. Pierwsze krople potu, kapiące z mojego czoła. I krzyk, który został zagłuszony pocałunkiem. Czułem jakby mnie coś rozrywało od środka. Przy palcach było przyjemnie, ale przy jego członku czułem ból nie do opisania. Chłopak zaczął się poruszać, a ja jęknąłem z bólu. Łzy mieszały się z potem. Zacisnąłem  mocno powieki, zaciskając również ręce na umywalce. Kim przyśpieszył swoje ruchy, a ja zacząłem czuć przyjemność, zamiast bólu. I to ogromną przyjemność. Teraz chciałem, żeby ta chwili trwała wiecznie. 
- T-tuu! - krzyknąłem, kiedy poczułem nagłą falę ogromnej przyjemności. 
- To twoja prostata - sapnął do moje ucha. Ahh znów ten głos. 
Chłopak za każdym razem celnie trafiał w mój czuły punkt. Poczułem szybkie ruchy na swoim penisie, ale ruchy bioder Kaia również stały się szybsze. Było mi tak cholernie dobrze. Nagle wytrysnąłem brudząc rękę chłopaka, a sam Jongin rozlał się w moim wnętrzu. Wyszedł ze mnie powoli, całując za uchem.
- Dziękuję - ahh znów ten szept. A raczej ten cudowny głos, przy moim uchu. 

Teraz ja i Jongin jesteśmy razem. Chodzę do niego grać w różne gry, albo on do mnie. Okazało się, że ma sporą kolekcję. Kto by w ogóle pomyślał, że przez pewną grę zapoznam tak cudownego mężczyznę? 
Ja osobiście nigdy. Teraz ciesze się, że jej nie kupiłem, ponieważ mam zamiast niej Kaia, u którego i tak gram w moją "kochankę", bo  w końcu Lara Croft też się liczy. Tylko kogo wybrać. Kaia, Larę, czy Fife? Dobra Kaia, przecież to oczywiste!  




I jak Wam się podobało?
Chciałabym znać waszą opinię, ponieważ starałam się, zrobić z tego lekką komedię i mam nadzieję, że coś powychodziło :)
I wiem, że jest tu chodź jedna osoba, która się ucieszyła na smuta. I tak mówię o tobie A.R.M.Y xd
Mam również nadzieję, że Taeyeon się nie zawiodłaś i, że mnie nie znienawidzisz za ten one shot, bo czuję, że coś sklepałam :/
Jak Wam się podobała Pani Helenka xddd
Oczywiście chętnie przeczytam Wasze komentarze. 
Jak ja je kocham :D
<3

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

BTS TaeGi - Nowy nauczyciel część 2


Witam słonka <3

Przychodzę z one shotem dla A.R.M.Y.
Bardzo, bardzo, bardzo przepraszam, że tak na niego długo czekałaś :(
Nie miałam kompletnie pomysłu na niego, więc postanowiłam zrobić drugą część "Nowy nauczyciel".
Mam nadzieję, że nie będzie ci to zbytnio przeszkadzało :/
Wplątałem tutaj również Vkooki, ponieważ z tego, co pamiętam to je lubisz :D 
Taka rekompensata od mnie :) 
Pojawia się też tu mój dziwny humor, więc może być do dziwne.
A jeśli chodzi o reakcje, to dodam ją również dziś, bo muszę ją tylko sprawdzić :)
Miłego czytania:*


Cały czas pamiętam ten dzień z Panem YoonGim. Kiedy widzę go na korytarzu, czy po prostu mam z nim lekcję, czuję się nieswojo. Co prawa jego uroda jest cholernie doskonała, ale to nie zmienia faktu, że jest moim nauczycielem. Mógłbym pójść do dyrektora, albo powiedzieć to moim rodzicom, ale nie chcę, żeby miał on problemy. W sumie to sam nie wiem, dlaczego nie chcę, żeby wyleciał z tej szkoły.  Na lekcjach puszcza mi potajemnie oczka. Z ostatniej kartkówki dostałem szóstkę mimo, że nic nie zrobiłem. Czuję się dziwne, ponieważ wszyscy zakuwają nie raz godzinami, żeby mieć wzorową ocenę, a ja? Ja siedzę na komputerze i nic nie robię, a potem dostaję szóstkę. A nie przepraszam, ja robię jednak bardzo dużo. Pod biurkiem obciągam Minowi. Nie mam pojęcia, dlaczego się na to zgodziłem. Przecież to chory układ. Gdyby się ktoś o nas dowiedział, bylibyśmy skończeni, do końca życia, albo życia w tej szkole.


Szedłem powolnym krokiem ulicą Seulu i rozmawiałem przez telefon wraz z Jungkookiem. Były wakacje, a ten gada mi teraz cały czas o Jiminie i o tym jaki to ta wiewióra ma super tyłek. Dlaczego to dziecko jest, aż tak nie wyrzyte? Przecież on nawet by komara zaliczył...Jak ja się jeszcze przed nim bronię to nie wiem. A najgorsze jest to, że on chodzi teraz codziennie na siłownie, no i już troszkę (bardzo) przypakował. Nie, nie ja muszę go teraz jakoś unikać.
- No i miał na sobie te obcisłe spodnie, nie? Mówię ci jakbyś go zobaczył to...wybrzuszenie w gaciach na miejscu - powiedział brunet z rozanielonym głosem - Muszę go w roku szkolnym jakoś do kibla zaciągnąć, nie? - zapytał, a ja miałem ochotę mu przywalić w twarz za takie pytanie.
- Wiesz, to by już był gwałt i mógłby cię podać do dyrektora, dyrektor na policję, a policja...No ja cię w w więzieniu bynajmniej odwiedzać nie będę, Kook -  mówiłem wszystko bardzo dosadnie, ponieważ nie chciałem już, użerać się z zboczonym Jeonem.
- Po pierwsze jak ty kuźwa śmiesz do mnie mówić "Kook"?! Dobrze wiesz, że nienawidzę jak ktoś mnie tak nazywa. Po drugie Czy ty mi się sprzeciwiłeś? Miałeś powiedzieć "Tak, Jungkook to cudowny plan! Już nie mogę odczekać się września!". Po trzecie niech ja cię tylko znajdę. Do października na dupie nie usiądziesz, już ja o to zadbam. Gdzie jesteś?
No teraz to on mnie przestraszył chłopak. Taehyung jesteś w dupie...
- Jungkookie~ - zacząłem, ale nie danie mi było dokończyć, ponieważ głos bruneta mi przerwał.
- Nie ma Jungkookie, tylko mów gdzie jesteś - warknął do słuchawki.
- A, po co ci wiedzieć? - zapytałem.
- Mów do cholery, gdzie jesteś. I czy są tam jakieś krzaki.
- Jestem w bardzo ruchomej części Seulu, gdzie jest masa ludzi - skłamałem. Prawda była taka, że nie drodze nie było żywej duszy, ale co miałem kuźwa zrobić?!
- Jakoś nie słyszę aut - mruknął lekko zirytowany. - Dobra, co ja się męczę...Przecież w telefonie masz gps, po tym jak się ostatnio w biedronce zgubiłeś. Szykuj dupę - zaśmiał się do słuchawki i rozłączył.
- Tae masz przesrane - mruknąłem cicho do siebie i zacząłem się wracać w stronę domu.
Przyśpieszyłem kroku, chcąc być tam jak najszybciej.
- Taehyung! - usłyszałem swoje imię i zacząłem się rozglądać. Oczywiste było, że osobą, która to powiedziała był Kook, ponieważ poznałem jego głos. Jednak chłopaka nigdzie nie zobaczyłem, więc zacząłem iść dalej - No kuźwa stój żeś w miejscu, bo zapierdzielasz na tej mapce jakbyś miał motorek w dupie! - ponownie usłyszałem jego głos, a tym razem nawet go zobaczyłem - No nareszcie stoisz! - machnął ręką i zaczął biec w moją stronę. Wiedziałem, że teraz mi nie odpuści i muszę biec ile sił w nogach do domu - No znów zapierdzielasz!  - nie przejmowałem się jego słowami i skupiłem swoją myśl na kwiatkach, tylko żeby nie myśleć o złym ciastku. Jednak zapomniałem, że na siłowi jest też takie urządzenie jak bieżnia, na której ćwiczy Jungkook, więc teraz biega jak torpeda. Po chwili zobaczyłem  bruneta obok mnie z telefonem w ręce - Wspólny jogging? Jestem za - zaśmiał się i patrzył przed siebie, za to ja na jego roześmianą twarz.
- Czyli, że mnie nie zgwałcisz? - zapytałem, stojąc w miejscu, a chłopak się zaśmiał.
- Tak łatwo cię nastraszyć przez telefon? - zaśmiał się pod nosem i wpadł na pomysł genialny  - Za tobą widzę piękny krzak, więc - przybliżył się do mojego ucha - możemy go dobrze wykorzystać - Ale mi serce do gardła w tym momencie podskoczyło. Dlaczego ja się tak boje tego gówniarza?!  - Jezu żartuję idioto - klepnął mnie lekko w ramię.
- Boże nie strasz mnieeee! - wykrzyczałem i zacząłem bić go pięściami w klatkę piersiową, ale nic to nie dawało, ponieważ brunet nie miał, żadnych obrażeń ciała. - I przestań do mnie gadać tak zboczone rzeczyyyy!
- Za to mnie uwielbiasz - szepnął i przytulił do siebie - A, ja cię uwielbiam za tą głupotę.
- Kook jesteś idiotą! - krzyknąłem, a po chwili zdałem sobie sprawę z dwóch rzeczy. Zasłoniłem usta dłonią i patrzyłem na twarz wyższego kolegi. - Znaczy nie...To n-nie tak! - zacząłem machać rękami.
- Kuźwa teraz za tego "Kooka" i ''idiotę" to ci nie daruję. Idziemy w krzaki i to już - złapał mnie za ramię i ciągnął w kierunku rośliny, za to ja próbowałem się jakoś wyrwać, ale ta menda ma za dużo siły. Po kilkunastu próbach mi się udało i biegłem w kierunku domu.
- Tae nie ma twojej mamy, a patrz, co ja mam~ - zaśmiał się i zaczął wymachiwać mi kluczykami od mojego domu.
- Mam cię w dupie! Mama na stówę jest w domu! - krzyknąłem i biegłem dalej.
-  W dupie to dopiero mnie będziesz miał i w to nie wątpię - powiedział tuż obok mnie. No tak
zapomniałem, że on biega jak torpeda... - No, a teraz idziemy do ciebie, ponieważ to ja mam kluczę - podszedł bliżej i mnie podniósł - Ale ty teraz lekki jesteś - klepnął mnie lekko w pośladek.
- Jeon Jungkook! - krzyknąłem.
- No tak to będziesz krzyczał, ale wolę, żeby to było już u ciebie w domu.
- Nienawidzę cię...
- Ty mnie kochasz 


Na szczęście Jungkook tylko żartował z tym gwałtem, ponieważ, kiedy już byliśmy u mnie w domu, powiedział, że mam wybrać jakiś film i go obejrzymy razem, a on zamówi pizze. Zdecydowałem się wziąć horror, żeby mu pokazać, że nie boję się niczego, ale nie poszło to po mojej myśli...Przez cały seans byłem przytulony do Jeona i w połowie już usiadłem mu na kolanach...Ale czy to moja wina, że ta babka była zbyt straszna?! Jungkook cały czas się ze mnie śmiał, za co dostawał od mnie w tył głowy, za to ja dostawałem lekkie klepnięcie w udo, co miało być dla mnie ostrzeżeniem...Ale czy to moja wina, że ta baba była, aż tak przerażająca?! Czy to moja wina, że ja w ogóle wybrałem ten film?! Oczywiście, że nie moja tylko Kooka!
Cholera...mam nadzieję, że on nie czyta mi w myślach z tego kibla, bo jak tak, to dowie się, że powiedziałem na niego "kook"...Udaję, że śpię i mam cały świat w dupie!


Mama wysłała mnie na zakupy, żebym kupił jej jakiś koncentrat pomidorowy. Czy ja wyglądam na lokaja? No ja też sądzę, że nie. Ale no cóż miałem zrobić? Jak bym jej się sprzeciwił to jeszcze bym nową patelnię musiał kupić, ponieważ stara wylądowałaby na moim łbie. No i oczywiście jeśli miałbym młodsze rodzeństwo to oni, by teraz zmierzali w stronę biedry, a nie ja. Ja powinienem był grać teraz w FIFE!

Wszedłem przez duże, szklane drzwi do wnętrza sklepu. Na pierwszym planie były starsze panie, które mnie popychały w jedną i drugą stronę, a same biegły w nie znanym mi kierunku.
- Był tu jakiś terrorysta? - zapytałem sam siebie pod nosem.
Starałem się przedrzeć przez tłum rozkapryszonych staruszek, co mi po dłuższym czasie się udało. Czuję, że mam na sobie masę siniaków, ale czego się nie robi dla koncentratu pomidorowego dla naszej mamusi? Dobra, ja to robię tylko i wyłącznie, dla chronienia mojej głowy, co udawało mi się przez te siedemnaście lat. Dopiero teraz zauważyłem gazetki biedronki i automatycznie powróciła mi pewna piosenka...Pozwólcie, że zacytuje "Biedronka, codziennie niskie ceny!", dziękuję.
Rozglądałem się za pożądanym przedmiotem, ale nigdzie go nie widziałem, aish. Może już kupię tą patelnię i wrócę do domu? Dobra jestem prawdziwym mężczyzną, a prawdziwi mężczyźni niczego się nie boją.
O FUCK YOONGI TAM STOI!
Jestem prawdziwą babą, prawdziwa baba wszystkiego się boi! Uciekam, adidos!
 Schowałem się za jedną z półek, a starsza pani popatrzyła się na mnie chwilę dziwnym wzrokiem, a po chwili przytuliła z piskiem.
- Taehyung~! - krzyknęła i dusiła mnie cały czas. I wiecie, co było najgorsze? Nie, nie to, że już nie miałem, czym oddychać, to jakoś przeżyję, ale, co innego. Imię tego problemu to Min YoonGi, który teraz kroczył w moją stronę, a w jego koszyku mogłem dostrzec...koncentrat!
- Taehyung? - zapytał stojąc naprzeciwko mnie
- Nie wróżka zębuszka kuźwa.
 - Tak - odparłem, a pani się od mnie odczepiła i dopiero teraz zobaczyłem, że to moja babcia...Jaki ja jestem ślepy i głupi...
- Ja już idę. Wpadnij w niedzielę na rosołek, dobrze? - zapytała, tarmosząc moje policzki, a Suga zatkał usta ręką, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
- Oczywiście babciu - wydusiłem, ponieważ już na prawdę nie miałem tlenu w płucach.
Staruszka ucałowała jeszcze mój policzek i odeszła. Za to ja...już byłem odwrócony plecami do Mina i pewnie kroczyłem przed siebie.
- Ejj~ - zatrzymał mnie szarowłosy za ramię - Nie uciekaj - uśmiechnął się do mnie - Miło zobaczyć cię też poza szkołą.
- Ehe - pokiwałem twierdząco głową.
- Dasz się dziś wyrwać do kina? - zapytał, przechylając lekko głowę na bok. O nie, nie przekupisz mnie kuźwa aegyo!
- Ja dziś n-nie - nie jąkać się pipo! - Idę do Jungkooka - skłamałem i teraz tylko modliłem się do Boga, żeby on w to uwierzył.
- A on nie wyjechał na wakacje? - zdziwił się i podniósł jedną brew do góry.
- Nie, nie - zacząłem machać przecząco rękoma i myślałem nad kolejnym kłamstwem. Tylko takim, żeby go zatkało i dał mi spokój. Kuźwa mam... - Po resztą jestem z Kookiem w związku - powiedziałem dumnie.
- Jesteśmy razem? - usłyszałem z tyłu znajomy głos - Serio? I teraz mi to mówisz? Nie no wiesz, chętnie tylko ja lecę na Jimina. Też masz fajną dupę, ale no...sorry Taehyung - odwróciłem się i zobaczyłem Kooka. - Ja mam przesrane i ty też Jungkook...
- Czyli nie jesteście razem? - zapytał YoonGi i popatrzył na Jeona, żeby to on mu odpowiedział.
- Nie, nie, nie jesteśmy. Chyba mu się coś po wczoraj ubzdurało - zaśmiał się, a ja popatrzyłem na niego groźnym wzrokiem.
- W takim razie idziesz dziś ze mną do kina - powiedział Min i tym razem popatrzył na mnie - Przyjadę po ciebie o osiemnastej - obdarzył mnie ostatnim uśmiechem i odszedł. Oczywiście nie obyło się bez klepnięcia w tyłek.
- Jungkookie~! - obejrzałem się za siebie i wygiąłem w bardzo dziwną i niebezpieczną pozycję, tylko po to, żeby biegnący Jimin mnie nie potrącił. - Tęskniłem~ - zamruczał i wtulił się w Jeona, a ja patrzyłem na to z grymasem na twarzy.
- Jimiś - wtulił swoją twarz w jego rude włosy, a mnie, aż żołądek ścisnął. Poczułem się troszkę zazdrosny, ponieważ znam się z nim już tyle lat i cały czas poświęcał mi, a teraz...Jezus. - Jimiś chodź na kawkę - wymruczał i spojrzał w jego oczy.
- Jungkook, ale ja też tu jeszcze kuźwa jestem...
 - Oczywiście Kookiś - musnął jego usta, po czym odeszli, a Jungkook się nawet ze mną nie pożegnał. I na dodatek on może do niego mówić "Kook", a ja nie?! Pfff...
Postanowiłem poszukać jeszcze tego koncentratu i wiecie, co zobaczyłem? K O N C E N T R A T... Jestem w niebie...
Ruszyłem z wcześniej powiedzianym produktem do kasy i zapłaciłem za niego odpowiednią sumę pieniędzy.


Po zakupach i jakże "miłym" spotkaniu poszedłem do siebie na górę. Rzuciłem się na łóżko i wpatrywałem w swój sufit. Pamiętałem o tym, że mam spotkać się dziś z YoonGim, ale mam to póki, co gdzieś. Cały czas myślałem o tym jak potraktował mnie Jeon. Poczułem wibracje w swojej komórce, więc szybko ją odblokowałem.

Jungkook: Taehyung jesteś zły?
Jungkook: Taehyung jesteś zły, czy sobie robisz jaja?

Nie odpiszę mu za nic. Niech się martwi, albo idzie do Parka. 

Jungkook: To nie jest śmieszne...Czyżbyś był zazdrosny? *podnosi brew do góry*
Taehyung: NIE JESTEM ZAZDROSNY I SPADAJ Z MOJEGO ŻYCIA, OK?!

Jak on śmie jeszcze tak pisać?! Niech spada...

Jungkook: Ojj...Komuś hormonki buzują xd Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo, kochaniutki :* No i nie masz podstaw, żeby być zazdrosnym o Jimina...No może o jego dupę, ale cii xd

Taehung: Weź się usuń z tego świata, dobrze? Nie jestem zazdrosny. Nie mów do mnie "kochaniutki" i odwal się raz na zawsze.

Jungkook: Kropka nienawiści mam się bać? xd Ty na prawdę jesteś zazdrosny :D Nie wierzę...Aż tak na ciebie działam? Masz ze mną sny, kochanie? xd

Taehyung: Możesz przestać?

Jungkook: Mam do ciebie przyjść, bo widzę, że jest na prawdę źle

Taehyung: Nie pokazuj mi się najlepiej na oczy, czaisz, czy mam przeliterować? N I E   P O K A Z U J   M I   S I Ę   N A    O C Z Y.

Jungkook: Pyskaty się zrobiłeś...Trzeba by cię wyszkolić *mina pedofila*

Użytkownik Jungkook został zablokowany na dwa dni.

Teraz będę miał spokój...
Byłem już po prysznicu i zrobiłem sobie lekki makijaż. Teraz zostało mi się tylko ubrać. Wybrałem czarne rurki, które były poprzedzierane na kolanach, szarą bluzkę i czerwono-czarną koszulę w kratę. Spojrzałem w swoje odbicie i uśmiechnąłem się pod nosem. Usłyszałem jak ktoś do mnie dzwoni. Zerknąłem na wyświetlacz i przeczytałem "zastrzeżony". Nacisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem do ucha. 
- Halo? - zapytałem.
- Halo?! Weź ty się! Kuźwa blokujesz mnie na dwa dni i myślisz, że fajny jesteś?! Ja w gacie sram, czy ci nic nie jest, a ty co?! - wykrzyczał zdenerwowany Jeon. 
- Odwal się, proszę cię bardzo - powiedziałem z zamkniętymi oczami. 
- Nie, nie odwale się! Idę do ciebie już mam dorobione klucze, więc szykuj się na tresurę.
- Idź sobie do Jimina, a mnie zostaw w świętym spokoju! 
- Taehyung...
- Nie odzywaj się do mnie!
Krzyknąłem i zablokowałem numer. Usłyszałem jak ktoś trąbi samochodem i okazał to się Min. Zbiegłem na dół i pokierowałem się w  stronę auta. 
- Hej - przywitałem się. 
- Cześć - obdarzył mnie jednym z najpiękniejszych uśmiechów. - Jak minął dzień? - zapytał i odpalił samochód.
- Całkiem dobrze - skłamałem.  - A tobie?
- Mi również...a jest jeszcze lepszy, bo jesteś obok - powiedział i przybliżył się do mojego ucha. - Ciesze się, że nie jesteś z Jungkookiem, bo możesz być teraz ze mną - szepnął i polizał moją małżowinę. Robił to nie raz, więc nie poczułem się jakoś zawstydzony, czy coś, ale było mi inaczej. - Taehyung chciałbyś zostać moim chłopakiem? - wypalił nagle, a ja spaliłem buraka, odwracając głowę w stronę szyby i udawałem, że przyglądam się koszowi na śmieci.
- J-ja...YoonGi ja nie wiem - spuściłem głowę, czując wielkie zażenowanie zaistniałą sytuacją. Co ja miałem mu powiedzieć? Min YoonGi śnię o tobie nocami i chcę, żebyś był przy mnie? No jakoś średnio to widzę. - Czuję coś do ciebie, ale nie wiem, czy to wyjdzie - popatrzyłem się na niego i kontynuowałem moją wypowiedź -  Przecież ty jesteś nauczycielem, ja uczniem i jak ktoś się o nas dowie to  będziemy mieli...- nie danie było mi dokończyć, ponieważ usta Sugi, przywarły do moich własnych. A to skurczybyk, uciszyć mnie chcę.
- Jeśli się kochamy to nic nie może być przeszkodą - powiedział szeptem, opierając czoło o moje własne, patrząc prosto w moje oczy. - Ja cię kocham już nie wiem jaki kawał czasu, ale nigdy tego nie powiedziałem, ponieważ bałem się twojej reakcji - przyznał, przymykając oczy.
- Propozycja bycia twoim chłopakiem jest nadal aktualna? Jeśli tak to ja się zgłaszam - uśmiechnąłem się do starszego, a ten otworzył oczy i odwzajemnił gest.
- Jest - szepnął i musnął moje wargi.
- Kocham cię - szepnąłem i przytuliłem się do niego.
- Ja ciebie też - gładził moje włosy.
Tak wspaniałą chwilę musiało coś przerwać. Usłyszałem dzwonek swojego telefonu i odebrałem bez zastanowienia.
- Tak? - zacząłem rozmowę.
- Taehyung, jak mnie jeszcze raz zablokujesz, to ci nie wiem, co kuźwa zrobię! - poznałem głos Kooka i cicho westchnąłem.
- Ile masz jeszcze numerów - zapytałem z czystej ciekawości.
- Dziesięć komórek i trzy razy tyle kart z numerami - powiedział dumnie do słuchawki, a ja szepnąłem cicho "Jacież pierdzielesz".
- Nie mogę rozmawiać - wypaliłem nagle.
- Nie interesuje mnie to! Masz mi poświęcić to pięć minut, bo nie ręczę za swoje ręce! Jutro masz się ze mną spotkać. Nie wychodź nigdzie jutrzejszego dnia z domu, bo do ciebie przyjdę. - rozłączył się, a ja nie wierzyłem w mojego kumpla.
- Kto to? - zapytał Min.
- Jungkook - westchnąłem.
- No to masz przesrane - zaśmiał się i zaczął jechać samochodem do kina.
- Dzięki kuźwa wiesz! Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo mi pomagasz...Profesorek za pięć groszy, się znalazł...

Wieczór w kinie był zdecydowanie dobrym pomysłem. Mogłem dzięki temu zapomnieć o kłótni pomiędzy mną, a Jungkookiem. Min był zupełnie inny, niż w szkole. Czułem się naprawdę kochany, przez chłopaka, który wywrócił moje życie do góry nogami. Dzięki niemu poczułem się jak w innym świecie, a może i nawet raju? No jeśli mam położoną głowę na ramieniu Sugi, co jakiś czas dostaję od niego buziaki i oglądam świetny film, więc to musi być raj! Przynajmniej dla mnie.
- Kochanie? - szepnął starszy i spojrzał na V, który podniósł swój wzrok na niego.
- Tak? - również powiedział szeptem, ponieważ nie chciał być egoistą i przerywać innym oglądanie komedii romantycznej.
- Wiesz, że za dwa dni koniec wakacji? I wiesz, co ja zrobię w pierwszy tydzień szkoły? Nie? Uczynię wam karkóweczkę, więc radzę ci się pouczyć, bo chcę zobaczyć, co umiesz - puścił w jego stronę buziaka i uśmiechnięty oglądał dalej film. Za to młodszemu odechciało się wszystkiego. Patrzył dalej na chłopaka z nie dowierzaniem, ale po chwili sobie odpuścił.
- Widać jak mnie kochasz - szepnął i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Bardzo cię kocham - ucałował jego skroń - Ale ta wiedza ci się przyda, ponieważ będziemy się uczyć o ciąży - Tae spojrzał na niego niezrozumiale - No, a, kiedyś chyba będziemy mieli takie bobo?
- Ja i dziecko? Nie sorry, ty i dziecko? - podniósł swoje brwi do góry, nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą powiedziała osoba, którą kocha. - Jakoś cię nie widzę w tych pieluch - zaśmiał się histerycznie i powrócił do oglądania - Tatuśku - dodał i podniósł kącik ust do góry, a Suga pokręcił głową. - Ale to nie zmienia faktu, że i tak cię nie widzę w roli ojca.
- No to się jeszcze okaże - zrobił słynął "lenny face", a ja uderzył go w ramię. - Nie nasz syn nie będzie się nazywać lenny, YoonGi~ - pogłaskałem go po głowie.
- Rujnujesz moje marzenia - naburmuszył się.
- Sama słodycz - teraz to ja zacmokałem ustami. 

 



No i co o tym sądzicie?
Mam nadzieję, że wam/ci się podobało ;)
Liczę na twoją opinię A.R.M.Y
I ogóle na wasze komentarze <3

wtorek, 19 lipca 2016

Scenariusz EXO Sehun - No nie podchodź do niego!


Witam słonka

Przybywam z nowym scenariuszem, który jest z Sehunem, czyli moim (prawie) biasem.
Zamówiła go Taeyeon
Mam nadzieję, że Wam/Tobie przypadnie do gustu :)
Wiem tytuł po prostu jak mojego pierwszego scenariusza "Proszek do pieczenia" xd
W sumie na jego pomysł wpadłam, gdy przeglądałam z Sehunem gify...nie wiem jeszcze jak ja to uczyniłam, ale jakoś uczyniłam xd
Więc mam nadzieję, że Taeyeon się nie zawiedziesz!
Jak, co to mówiłam, że jak mi daje się wolną rękę to...no wychodzą po prostu dziwne rzeczy.
A dlaczego?
Bo mam na imię Olga i jestem tą taką najgłupszą Olgą na świecie xd
Przepraszam, ale piszę to w godzinach, kiedy zaczyna się moja "głupawka".
W ogóle ostatnio Tao, wydał fajną piosenkę, polecam. Posłuchaj :*   (ZWŁASZCZA TY ARMY, MAM NADZIEJĘ, ŻE TO BĘDZIE CI CHODZIĆ PO ŁBIE TYLE ILE MI CHODZIŁO Queen...)
Miłego czytania~


Korea to kraj, który cię urzekał pod każdym niemal względem. Podobało ci się tu mnóstwo rzeczy. Centra handlowe, które z zewnątrz były nowoczesne i składały się w 80% z szkła, a w środku w ogóle, co innego, bardziej przytulnego i ciepłego. Urzekały cię również Koreańskie parki. Podobały ci się w nich wszystkie kwiaty, drzewa i po prostu cała roślinność. Mogłaś usiąść na drewnianej ławeczce, która była przy fontannie, w której z kolei bawiły się małe dzieci. Albo mogłaś usiąść na innej ławce, gdzie nie było zbytnio ludzi i zastanowić się nad wieloma rzeczami. Kolejną rzeczą, która była dla ciebie cudowna były dzieci. Tam były one bardziej zdyscyplinowane, co nie oznaczało, że chodziły w marszu i się w ogóle nie bawiły zabawkami. One po prostu miały ogromny szacunek dla innego człowieka, dla innego zwierzaka, dla innego domu, dla całego świata. Starsi ludzie również byli niczego sobie. Zawsze mili, pomocni, życzliwi i nie żerowali na ludzkim nie szczęściu. Wręcz przeciwnie!  Oni jeszcze dawali to szczęście!
Jeszcze inną rzeczą była muzyka. Miałaś kilka swoich ulubionych zespołów, których namiętnie słuchałaś dniami i nocami.
A ty byłaś Polką, która mieszkała w tym cudnym kraju już pięć lat.
Oczywiście pierwsze dni były cholernie trudne. Malutkie mieszkanko, które było jak twój stary pokój i kuchnia w Polsce. Nie raz brakowało ci pieniędzy. Nie raz, nie miałaś co jeść. Nie raz miałaś jakieś problemy z czynszem i opłatami. Kiedyś nawet zgubiłaś paszport.
Ale zawsze dawałaś sobie radę. Wychodziłaś z na prawdę ciężkich i trudnych sytuacji. Nie dawałaś się poniżać i porównywać do marginesu społecznego, bo tego nie chciałaś. Mimo wszystko dbałaś o swój wizerunek. Chciałaś być jak najlepsza dla swoich przyjaciół, sąsiadów, szefów, a nawet zwykłych babci, które sprzedawały kapustę na targu. Nawet dla nich chciałaś być doskonała. Chciałaś być po prostu wzorem.
I udało ci się.
W oczach swoich bliskich i znajomych, byłaś najlepsza, wręcz idealna. Każdy cię podziwiał, że dawałaś radę wyjść z tak krytycznych sytuacji.
Dzięki swojej ciężkiej pracy, teraz miałaś o wiele łatwiej w życiu. Może nie zarabiałaś milionów, ale nie martwiłaś się, że na początku miesiąca zabraknie ci pieniędzy.
Pracowałaś w małej kawiarence, nie daleko swojego domu. Lubiłaś tą pracę. Miałaś bardzo miłą szefową, sami pracownicy byli wspaniali. Jeśli miałaś jakikolwiek problem, nawet ten najmniejszy typu "zgubiłam pomadkę", one ci pomagały. Tak "one", ponieważ nie pracowali tam żadni mężczyźni. To nie tak, że twoja szefowa ich nie tolerowała, po prostu od nich nie było żadnych zgłoszeń o pracę, więc, co począć?
W pracy miałaś multum koleżanek, a jedna była twoja przyjaciółką, taką której szukałaś przez długie, długie lata. Była to blondynka, średniego wzrostu, która interesowała się tańcem, a na imię miała Momo. To ona pomagała ci na początku twojej pracy, a teraz spotykałyście się nawet po niej. Spędzałyście ze sobą prawie całe dnie.
Jednak był jeden minus mieszkania tutaj...
Każdy kraj ma swoje wady i nie dopasuje każdemu. Tylko tutaj nie chodziło o politykę, czy coś podobnego, co to, to nie. Chodziło bardziej o kogoś.
Od pewnego czasu do kawiarni przychodził pewien mężczyzna. No, niby nic dziwnego, w końcu też jest człowiekiem, to może tam przychodzić, siedzieć, jeść i w ogóle. Tylko, że za każdym razem życzył sobie, żebyś to ty go obsłużyła. Cały czas się na ciebie patrzył i uśmiechał. Nie raz zapisywał na serwetce numer telefonu z dopiskiem "zadzwoń" i sprytnie ci podrzucał do fartuszka. Oczywiście nigdy tego nie zrobiłaś, ponieważ jego zachowanie jest dość niepokojące. Momo ci powtarzała, żebyś zadzwoniła na policję i go zgłosiła, ale ty nie chciałaś robić żadnej sensaci.
Tego dnia nieznajomy również siedział w kawiarni i się na ciebie patrzył z tym specyficznym uśmiechem. Momo poszła i chciała go obsłużyć. Jednak jak szybko do niego poszła, to jeszcze szybciej wróciła z grymasem na twarzy.
- Znów mówi, że chcę, żebyś to ty do niego poszła - westchnęła i odłożyła na blat swój notes z długopisem. - Powinnaś coś z tym zrobić. Facet nie jest normalny, cały czas się na ciebie patrzy i wręcz przeszywa wzrokiem. Wiesz jak to wygląda z boku? Jak by był jakimś zboczuchem, który tylko czeka, aż wejdziesz w jakąś opustoszałą uliczkę, a potem robi, to co ma zrobić. - Mówiła wszystko szeptem, patrząc prosto w twoje oczy. Za to ty starałaś się patrzyć, gdziekolwiek tylko nie na nią i niego.
- Dobra skończ - szepnęłaś - Idę do niego. - westchnęłaś i chwyciłaś swój notes z piórem.
- Nie, nie idź proszę - jęknęła Momo, ale ty już byłaś w drodze do mężczyzny - Wariatka...Z kim ja się przyjaźnię? - prychnęła sarkastycznie. 
Z każdym kolejnym krokiem twoje nogi robiły się jak z waty, a wzrok mężczyzny w cale nie pomagał, bo wiercił w tobie dziurę. Miałaś ochotę stamtąd odejść, ale nie mogłaś, bo jak by to wyglądało? Jednak na reszcie znalazłaś się przed chłopakiem.
- Co mogę podać? - zapytałaś drżącym głosem. Nie chciałaś pokazywać po sobie zdenerwowania, ale nie umiałaś dobrze kryć swoich emocji i tak było zawsze. Osobnik spojrzał na ciebie od góry do dołu, a najwięcej czasu poświęcał na dekolt i usta, przez co czułaś, że twoje policzki przybierają ciepłych odcieni.
- Dlaczego nigdy nie zadzwoniłaś? Tyle razy dawałem ci numer telefonu - wypalił i przechylił delikatnie głowę  w bok. Uciekałaś swoim spojrzeniem w każde możliwe miejsce. Co miałaś mu odpowiedzieć?
- Przepraszam, ale nie przypominam sobie, żebym była z panem na "ty" - odważyłaś się spojrzeć w jego oczy, czego pożałowałaś od razu.
Były piękne. Ciemnobrązowe, niemalże czarne. Migotały w nich, co jakiś czas iskierki. Musiałaś przyznać, że w nich tonęłaś, ale nie mogłaś sobie na to pozwolić, przecież ty go nawet nie znałaś...
Czyżby to była miłość od pierwszego wejrzenia? 
- Przepraszam - zaśmiał się nerwowo i poprawił na fotelu kiwając głową, jednocześnie zagryzając swoje wargi  - Ale szerze chciałbym coś pani powiedzieć - wyznał, ponownie patrząc wprost w twoje patrzałki, a ciebie zaczął dziwnie łaskotać brzuch. - Czy miała by pani może ochotę... - zatrzymał się na chwilę i przygryzł dolną wargę. Poczułaś nagły przypływ gorąca - Czy może byśmy się kiedyś wybrali do jakiegoś miejsca razem? - zapytał z nutką nadziei w głosie. 
No teraz to facet cię zatkał...
Nie znałaś nawet jego imienia, a on proponuje ci wyjście razem. Zastanawiałaś się czy nie musisz iść do laryngologa...
- Przepraszam, ale ja nawet nie znam pańskiego imienia i w ogóle - westchnęłaś, kręcąc przecząco głową.
- Nazywam się Oh Sehun i mam dwadzieścia dwa lata. - powiedział spokojnie. - Na prawdę bardzo chciałbym panią poznać - znów te oczy...momentalnie dałaś sobie liścia w swoim umyśle.
- No, ale dlaczego chcesz mnie poznać? - zapytałaś. Teraz to ty już nie mówiłaś "pan".
- Bo wydajesz mi się interesującą osobą. - wzruszył ramionami - Wiem, że to może dziwnie wygląda, jak ja tu przychodzę i się na ciebie patrzę. Nie chciałem wyjść na jakiegoś zboka, który ma tylko jedno w głowie, ja chciałem po prostu cie poznać - podrapał się po karku, a na jego policzkach można było zobaczyć delikatne rumieńce. Nie no teraz to wymiękłaś...Był za słodki. Cholernie, bardzo za słodki.
- Emm...To ja jestem (imię) (nazwisko) i mam (wiek) lat. I w sumie to czemu by się nie spotkać? - uśmiechnęłaś się, a racjonalne myślenie poszło do Chin, Japonii, albo jeszcze gdzie indziej.
Chłopak na twoją odpowiedź podniósł głowę i obdarzył cię uśmiechem, który również był zdecydowanie za słodki! Cholera...
 - Bardzo się cieszę - wyznał i uśmiechnął się jeszcze szerzej tak jak i ty.


Wracałaś do Momo, która cały czas baczniej obserwowała waszą rozmowę. Miałaś ochotę tam podskakiwać, ale nie mogłaś, bo jeszcze by cię za niepoczytalną wzięli.
- No i jak? - zapytała ciekawa.
- Co jak? - uśmiechnęłaś się głupio. Doskonale widziałaś, o co jej chodziło, ale wolałaś się z nią troszkę podroczyć.
- Boże - klepnęła się ręką w czoło - Nie mów mi, że się z nim umówiłaś - spojrzała na ciebie z pod swojej blond grzywki, a ty tylko pokiwałaś twierdząco głową i zaciskałaś usta, żeby nie wybuchnąć ze śmiechu. - Nie wierzę już, że na tym świecie są normalni ludzie...straciłam nadzieję. - pokręciła głową - Zamówił chociaż coś? - zapytała.
- Ciasto czekoladowe i kawę zbożową - powiedziałaś i poszłaś po zamówienie.
- Nie ja już tej osoby nie poznaję. Czy ją porwali kosmici? A może dopiero teraz przeżywa okres dojrzewania? - zadawał sobie sama pytania. - W sumie to...mam to w dupie - westchnęła i wycierała kolejne szklanki. - A może jednak nie powinna mieć tego w dupie? - przekrzywiła delikatnie głowę.
- Czego nie powinnaś mieć w dupie? - zapytałaś, stając obok niej, a ona o mal nie potłukła szkła. Teatralnie złapała się za serce.
- Ciebie.
- No to na pewno nie powinnaś mieć mnie w dupie - zaśmiałaś się, za co oberwałaś od koleżanki ścierką po ramieniu, co tylko spotęgowało twój chichot.


Byłaś już po pracy i znajdowałaś się w swoim domu. Szykowałaś się na dzisiejsze spotkanie z Sehunem. Wzięłaś długi prysznic, wyszorowałaś porządnie zęby, ubrałaś się w najlepsze ciuchy i w ogóle zrobiłaś siebie na milion dolarów. Teraz tylko czekałaś, aż chłopak przyjdzie po ciebie do domu.
Usłyszałaś dzwonek do drzwi, przez co ruszyłaś do nich z ogromnym uśmiechem na twarzy. Zerknęłaś jeszcze na zegarek i dostrzegłaś, że chłopak przyszedł punktualnie co do minuty. Przejrzałaś się ostatni raz w lustrze i otworzyłaś drzwi. Sama nie wiedziałaś, dlaczego tak bardzo się przejmowałaś wyglądem przy tym chłopaku, ale coś cię do tego ciągnęło.
- Hej - przywitał się i wyciągnął zza pleców bukiet kwiatów - To dla ciebie - uśmiechnął się i pokrył rumieńcami. Miałaś ochotę złapać go za policzki i wytarmosić go za nie, ale musiałaś się powstrzymywać.
- Cześć i bardzo dziękuję - odwzajemniłaś grymas na twarzy i wzięłaś od chłopaka bukiet. - Skąd wiedziałeś, że moje ulubione? - zapytałaś ze śmiechem, bo taka była prawda, że trafił idealne w twój gust.
- Nie wiedziałem - zaśmiał się - Strzelałem - wzruszył ramionami. - To idziemy na miasto? - zapytał.
- Jasne, tylko wstawię je do wazonu.


 Szłaś po chodniku u boku blondyna. Teraz mogłaś dostrzec, że jest sporo od ciebie wyższy. Co jakiś czas zerkałaś w jego stronę i uśmiechałaś się pod nosem, tak żeby chłopak tego nie dostrzegł.
- Czemu tak cały czas się uśmiechasz? - zapytał rozbawiony twoim zachowaniem - Słodka jesteś - powiedział, dostrzegając soczyste rumieńce.
Czy ja mówiłam, że robiłaś to tak, żeby nie dostrzegł?
Jak tak to przeprasza...Na pewno tego nie zobaczy jak się tak szczerzysz.
- Może pójdziemy do parku? Mam dla ciebie tam niespodziankę - zapytał.
- Jasne - odpowiedziałaś, wciąż bardzo zawstydzona.


Towarzystwo chłopaka bardzo ci odpowiadało. Wyszło, że oboje interesujecie się tańcem i rapem. Czas płynął nieubłaganie, tak że na niebie były już gwiazdki i pełny księżyc. W parku wszystko to wyglądało jeszcze ładniej.
- Zamknij oczy - polecił, obdarzając cię jednym ze swoich piękniejszych uśmiechów. Wykonałaś polecenie, mimo, iż mógł cię przecież teraz wsadzić do jakiegoś auta i wywieść do innego kraju. Jednak miałaś do niego w pewnym stopniu zaufanie...
- Zostań - szepnął do twojego ucha, owiewając je ciepłem, a po twoim ciele przeszły przyjemne dreszcze.
Usłyszałaś jak odchodzi, a potem do twoich uszu dobiegła muzyka.
- Możesz już otworzyć - usłyszałaś chłopaka, ale nigdzie go przy tobie nie było. Jednak, kiedy je otworzyłaś wszystko się wyjaśniło.
Sehun stał na scenie z grupą innych chłopaków i zaczął koncert. Tańczył trudną chorografię i rapował. (powiedzmy, że do "Call me baby", ok?).
Podobał ci się jego głos, jednak, kiedy rapował był on jeszcze lepszy. Nie mogłaś od niego oderwać wzroku. Chłopak, co jakiś czas puszczał do ciebie oczka, przez co ponownie się rumieniłaś.
Chłopcy opuścili już scenę, a dziewczyny zaczęły piszczeć i krzyczeć.
- No i jak? - zapytał cię znajomy cię głos z tyłu. Odwróciłaś się i twoja twarz znajdowała się teraz kilka centymetrów od tej Sehuna. Chłopak uśmiechnął się uwodzicielsko. - Nie raz już traciłem siły do tańca, ale kiedy widziałem taką kobietę, od razu dodawała mi się motywacja - zaśmiał się, nadal nie odsuwając twarzy, przez co czułaś jego oddech na na własnych ustach - Dziękuję - szepnął i ucałował cię w skroń, po chwili przytulając.
- Ja również dziękuje - szepnęłaś cicho, ale chłopak mógł doskonale to usłyszeć.
Po dłuższej chwili oderwaliście się od siebie i wracaliście do domu.
- To jutro też przyjdziesz do kawiarni i będziesz zbywał moją koleżankę? - zapytałaś żartem, na co oby dwoje zaczęliście się śmiać.
Droga mijała wam bardzo spokojnie i miło, dzięki rozmowie. Po chwili dostrzegłaś znajomą ci blond czuprynę i chudą figurę.
- Ejj tam jest moja koleżanka z kawiarni - powiedziałaś i wskazałaś na nią palcem.
- I przy niej jest też mój kolega z zespołu. - Dostrzegł swojego przyjaciela - Ciekawe, czy też tak przesiadywał w kawiarni - zaśmiał się.
- Gorzej - powiedziałaś, patrząc na chłopaka - On przesiadywał przed jej domem - oby dwoje wybuchliście śmiechem, przez co zwróciliście na siebie uwagę pary.
- Dobra spadamy, bo zaraz do nas podejdą i się nie odczepią - powiedział Oh i szliście dalej.
Po chwili poczułaś jak twoja komórka wibruję.

 Od: Momo
Słodko razem wyglądacie <3


No i jak się podobało? 
Mam nadzieję, że nie zwaliłam i w miarę coś z tego wyszło, bo czuję, że jednak jest to kolejna praca do tych, które leżą na dnie Pacyfiku. 
Chyba scenariusz jest jednym z dłuższych...
Liczę na wasze komentarze i twoją opinię  Taeyeon  <3
 

niedziela, 17 lipca 2016

BTS Jikook - Cichy wielbiciel


Witam słonka <3

Przybywam z jikookiem dla MariAnne.

Nigdy więcej nie piszę czegokolwiek z Kookiem na dole...NIGDY!
To będzie moja trauma do końca życia...No pierwszy i ostatni raz serio, ale wszytko to dla ciebie Marii i mam nadzieję, że to docenisz :) 


 Perspektywa Kooka:


Witaj kochanie.
Szczerze to już nie pamiętam, który to liścik, ale jest tak samo wyjątkowy jak reszta.
Ale nie tak wyjątkowy jak ty.
Zastanawia mnie jedno...
Dlaczego ty mnie nie zauważasz?
Mijamy się dziennie kilka set razy, a Ty nic.
Dlaczego?
Nie masz pojęcia jak bardzo bym chciał cię teraz przytulić i pocałować.
Twój najukochańszy...


Znów ten list. Dostawałem takich kilka dziennie. W pracy, domu, wszędzie! Mam tego pomału dość. Dlaczego ten ktoś po prostu do mnie nie przyjdzie i nie powie, co mu leży na sercu, tylko pisze do mnie jakieś miłosne liściki i wysyła kwiaty. Mówi, że wiem kim jest, ale...ale ja do jasnej cholery nie mam pojęcia! 
- Przepraszam, ile te tulipany? - zapytała starsza pani. 
A no tak zapomniałem wam powiedzieć, że pracuje w kwiaciarni. Jestem jej właścicielem. Dorobiłem się tego wszystkiego sam. Rodzicie się mną w ogóle nie przejmują. Kiedy byłem jeszcze nastolatkiem, chodzili na dyskoteki i każdy z nich sypiał z obcymi osobami. A ja...a ja na to wszystko patrzyłem. Ale mówią, że rodziny się nie wybiera...kiedy ja bym miał dziecko, to na pewno bym się tak nie zachowywał. 
- Cztery złote jeden - odpowiedziałem i wymusiłem delikatny uśmiech. Na szczęście nauczyłem się go robić dość szybko, ponieważ dla klientów trzeba być miłym i w ogóle uprzejmym. 
- Poproszę dwa - powiedziała po chwili zastanowienia i wyciągała już portfel. Ja w tym czasie chwyciłem dwa różowe kwiaty i owinąłem zieloną wstążeczką ich łodygi. Wziąłem pieniądze i schowałem je do kasy.
- Do widzenia - uśmiechnęła się klientka i powąchała tulipany, wychodząc. 
- Do widzenia - odpowiedziałem i znów wymusiłem uśmiech na mojej mordzie.  

Droga do domu mijała mi w spokoju z czego byłem bardzo szczęśliwy. Na niebie nie było, ani jednej chmurki, a słońce już zachodziło za horyzont. Jednak, kiedy wszedłem do mojego mieszkania i ujrzałem kolejny liścik pod drzwiami chciało mi się ryczeć. Chwyciłem kartkę i poszedłem z nią do salonu. Usiadłem na sofie i zacząłem czytać.

Dziś znów cię widziałem.
Widziałem jak czytałeś mój liścik. 
Jednak jedno mnie zabolało.
Nie uśmiechnąłeś się czytając go.
Czy ty mnie nie kochasz?
Dlaczego?
Nie widzisz moich starań?
Mam nadzieję, że będziesz mnie kiedyś darzył takim uczuciem jakim ja ciebie.
Twój wielbiciel....  

 Pozwoliłem, żeby moje łzy płynęły, ponieważ nie byłem w stanie ich zatrzymać. Nie umiałem. To wszystko mnie dobijało. Chciałem wiedzieć kim jest ten idiota, ale nie, on nawet nie raczył napisać. Dlaczego nie spotka się ze mną twarzą w twarz i powie prawdę? Na początku tyle lat byłem sam, tak bardzo chciałem kogoś mieć przy boku, a teraz okazuje się to być jakiś psychopata, który nie uraczy mnie swoim imieniem i nazwiskiem, zdjęciem...Czymkolwiek! Do jasnej cholery cz to takie ciężkie? Czy on nie może pojąć, że przez niego cierpię? 
 Zalany słonymi łzami zasnąłem. 


 Obudził mnie dzwonek do drzwi. Nie chętnie wstałem i do nich podszedłem. Kiedy je otworzyłem ujrzałem listonosza z...bukietem róż.
- Pan Jeon JeongGuk? - zapytał ja pokiwałem głową - Mam dla pana przesyłkę - uśmiechnął się i wręczył mi podarunek. 
Już chciał odchodzić, ale zatrzymał go mój głos.
- Przepraszam, ale mogę wiedzieć od kogo to?  - zapytałem z nadzieją
- Umm...nie mogę powiedzieć dokładnie, ale tamten pan pozwolił mi udzielić takich informacji jak: 
Rudowłosy, umięśniony i dobrze panu znany mężczyzna. 
- Dziękuję - znów wymusiłem uśmiech, który był odwzajemniony.
Wraz z bukietem poszedłem do salonu, usiadłem na fotelu i wyciągnąłem kolejny liścik. 

Mam nadzieję, że to ja będę Ci nie długo dawał osobiście kwiaty, a nie jakiś facet.
Widziałem jak wczoraj płakałeś...
To przez mnie?
Dlaczego?
Przecież ja cię tylko kocham...
 
Nie chciałem myśleć nad słowami, które przeczytałem, ponieważ pewnie znów bym się poryczał. Za to postanowiłem zastanowić się nad "rysopisem" mężczyzny.
Rudy, dobrze zbudowany i go znam...To określenie pasuje do Jimina, ale...ale przecież to nie możliwe, żeby to był on. Wstałem z fotelu i poszedłem pod prysznic. Nie siedziałem pod nim długo, ponieważ nie miałem ochoty na nic. Dosłownie na nic...nawet na życie.
 
W kwiaciarni usiadłem na małym taborecie, ponieważ nie było klientów, czyli miałem chwilę oddechu. Zobaczyłem, że w luce pod drzwiami wsuwa się kolejna mała karteczka. Szybko wstałem z stołka i otworzyłem drzwi, ale niestety nikogo nie zobaczyłem. Chwyciłem lis i usiadłem z powrotem na krześle.
 
Jeszcze, kiedyś będziemy razem, obiecuję...
Ja zawsze dotrzymuje słowa. 
A tak w ogóle jak Ci się podobały kwiaty?
Starałem się wybrać jak najlepsze, ale nie mam pewności, czy trafiłem w Twój gust.
Twoja miłość...
 
- Ja pierdole - przekląłem pod nosem. 
Wstałem z miejsca i  podszedłem do małego sejfiku, z którego wyciągnąłem pieniądze. Zacząłem je liczyć, chcąc wiedzieć jakie mam zyski z tej kwiaciarni. Może ją zamknąć, a może nie? Jedak kiedy doliczyłem się dużej kwoty, iż nie miałem siły dalej liczyć, zmieniłem zdanie. Schowałem pieniądze z powrotem do schowka i zacząłem obsługiwać kolejnych klientów. 


 
Kiedy powróciłem do domu i zobaczyłem kolejny liścik, postanowiłem wszystko skończyć raz na zawsze. Chwyciłem wszystkie bukiety kwiatów, które dostałem od tego psychopaty i poszedłem do mojej sypialni. Usiadłem na środku i wyjąłem z tylnej kieszeni zapalniczkę. Chyba domyślacie się, co chcę zrobić...Chcę się zabić...Nie zniosę tego dłużej. O ile przez ten cały czas dawałem radę tak teraz nie daję już. Ja już nie mam na to siły. To jest za dużo. 
Złapałem jeden kwiat i odpaliłem zapalniczkę....Po chwili wszystko się ładnie paliło. Zapach był specyficzny, ale na reszcie wszystko to skończę. Po chwili mój dywan, łóżko i inne meble stały w płomieniach. Przez moją głowę nawet nie przeszła myśl o ucieczce. Nie chciałem uciekać, ponieważ potem dalej bym się męczył z tym psychopatą, a w taki sposób będę miał spokój. Uwolnię się od tego chorego faceta, od uczucia porzucenia i przestanę już płać nad moją rodziną. Tam wyżej będę miał święty spokój....





I, co o tym sądzicie?
Jak się podobało?
Liczę na wasze komentarze <3

czwartek, 14 lipca 2016

Scenariusz BTS Suga - Możesz przyjść do parku?


Witam słonka <3

Przychodzę z kolejnym scenariuszem.
Wybrałam YoonGiego, ponieważ chcę go dedykować MariAnne.
Wiem jak on na ciebie działa xd
Mam nadzieję, że ci/wam się spodoba :D
Miłego czytania <3




Siedziałaś w salonie przed telewizorem oglądając jakiś program rozrywkowy. Była piętnasta, a ty cały dzień się nudziłaś i zapowiadało się na to, że reszta dnia będzie wyglądać tak samo. Chciałaś się dziś spotkać ze swoim chłopakiem Sugą, ale on był zajęty, ponieważ przygotowywał się do nowej piosenki i nowego teledysku. Co prawda Min powiedział, że możesz przyjść na miejsce nagrań, ale wiedziałaś czym by się to skończyło. Myślałaś, że będziesz tam tylko zawadzać i przeszkadzać w spokojnej pracy, a potem przyjdzie wielki Park Jimin i najwyraźniej w świecie będzie cię podrywać i mówić z podtekstami. Musiałaś przyznać, że ta smoła (czyli Jimin xd) nieźle cię wkurzała tą swoją pewnością. Zadrżałaś, kiedy poczułaś, że twój telefon wibruję. Wyciągnęłaś komórkę i przeczytałaś wiadomość.


Od: Suga :*
Kotku, będziesz miała czas, żeby się spotkać wieczorem?
Jeśli tak to bądź w parku pod fontanną o dwudziestej, okey?
Kocham cię <3

Nie myśląc dużo, szybko wystukałaś literki na dotykowym ekranie i wysłałaś odpowiedź, która dla ciebie była do przewidzenia.

Do: Suga :*
Oczywiście, że będę miała!
Dobrze, będę na miejscu o dwudziestej ^^
Też cię kocham <3


Zerknęłaś na zegarek.
- Osiemnasta - szepnęłaś i wstałaś z wygodnej kanapy, po czym pobiegłaś do toalety się ogarnąć, żeby nie wyglądać przy Minie jak zombie.
Weszłaś do kabiny i odkręciłaś kurek z ciepłą wodą. Chwyciłaś pomarańczowy żel pod prysznic i zaczęłaś myć nim ciało. Krople wody dokładnie spłukiwały z ciebie kosmetyk, tak że po chwili zaczęłaś wycierać się dokładnie ręcznikiem.
Suszyłaś swoje włosy, podśpiewując piosenkę, która ostatnio chodzi ci po głowie (ARMY ja cię do sądu za tego Queen pozwę! Ona cały czas mnie truję...xd).
Rozczesałaś już suche włosy i wyszłaś z łazienki.
W swojej sypialni uszykowałaś ubrania i je nałożyłaś. Wybrałaś czarne szorty i zwykłą, zwiewną, białą bluzkę. Ubrania były letnie jako, iż były wakacje.
Wybrałaś jeszcze zwykłą bransoletkę i zrobiłaś delikatny makijaż przy toaletce. Zbiegłaś na dół, chwyciłaś telefon i pędem ruszyłaś w stronę drzwi. Zanim jeszcze wyszłaś, założyłaś zwykłe sandałki na nogi i dopiero teraz w pełni gotowa szłaś do parku.

Wiatr przyjemnie muskał twoją twarz i lekko rozwiewał włosy. Latarnie nie były jeszcze zapalone, ponieważ na zewnątrz nie było ciemno.

Ujrzałaś jasną czuprynę swojego chłopaka, na co ogromnie się ucieszyłaś. Widziałaś się z nim średnio co dwa dni, ale i tak zawsze za nim bardzo tęskniłaś.

- Cześć, kochanie - szepnęłaś do jego ucha, a chłopaka przeszły lekkie dreszcze. Uśmiechnęłaś się pod nosem, ponieważ wiedziałaś, że to twoja zasługa.
- Hej - uśmiechnął się i pocałował w kącik twoich ust - Siadaj - poklepał miejsce obok siebie na ławce, a ty zrobiłaś to, o co poprosił - Bo ja mam sprawę - powiedział, przebierając palcami - Bo ja od dłuższego czasu się zastanawiałem nad naszym związkiem - wyznał, a ty się już przestraszyłaś, że chłopak chce zakończyć waszą znajomość. Jednak szybko się przekonałaś, że to nie prawa, ponieważ YoonGi klękał przed tobą z czerwonym pudełeczkiem, a w nim był piękny pierścionek.
- Boże YoonGi - krzyknęłaś i przytuliłaś chłopaka. Zaczęłaś płakać, ale ze szczęścia, poczułaś zimny metal na swoim palcu i domyśliłaś się, że to pierścionek.
- Kocham cię, kotku - szepnął do twojego ucha, a tym razem to ciebie przebiegły dreszcze.


No i co o tym sądzicie?
Czuję, że zwaliłam...
Ale to właśnie miał być taki krótki i słodki scenariusz...
Tak to sobie przynajmniej zaplanowałam...
Pisze dużo kropek xd
Liczę na wasze komentarze <3